Za moich czasów prawdziwe LEGO miały właściwie tylko dzieci marynarzy. Inni musieli zadowalać się NRD-owskimi klockami PEBE, które co prawda miały taki sam raster, ale nie były prostymi kopiami. Nie miały one zasadniczej cechy klocków LEGO, a mianowicie tej rurki od dołu. Więcej na ten temat na moim blogu o Niemczech i NRD.
Tak więc pierwsze moje prawdziwe LEGO kupiłem tu, w Niemczech synowi. W tej chwili ma on coś pod 40.000 klocków, kupowanych głównie na bazarach - inaczej to bym się pewnie na to zrujnował. No i na początku wprowadzałem go w to ja, i też rożne rzeczy budowałem. Ale potem syn zaczął czytać o tym w sieci i uczyć się technik od fachowców, więc zostałem daleko za nim. Moje rzeczy budowałem jak jeszcze nie mieliśmy za dużo klocków do wyboru, zostało mi trochę zdjęć, ale wiele z tych modeli było łaciatych, bo nie mieliśmy jeszcze tyle co trzeba w żądanym kolorze.
Więc powrzucam tu trochę modeli syna, o wiele lepszych niż moje. Dziś Lamborghini Miura. Na początek zdjęcia oryginału z Muzeum w Sinsheimie.
Był to naprawdę ładny samochód, pięknie, acz nieprzesadnie powyginany. Miałem taki model plastikowy z Tamyi z początku lat 70-tych, ale nie przetrwał. Robienie takich kształtów z LEGO jest trudne. Syn popatrzył w sieci jak to robią inni, trochę skorzystał, ale zasadniczo to jego dzieło.
Set nie jest może zbyt skomplikowany, ale model ładny. Syn postanowił trochę model polepszyć i pomalował go "w zebrę", na wzór samochodu Grzimka (Serengeti nie może umrzeć). To trochę naciągane - Grzimek robił swoje badania w Tanzanii w latach 50-tych i używał Land Rovera Series I
ale efekt jest bardzo dobry.
]]>
Znowu zaczęliśmy od wyboru koloru. Instrukcja proponowała ciemny zielony i Union Jack na dachu, ale stwierdziliśmy że najładniejsze są czerwone z białym dachem. Syn zażyczył sobie pomalowania chromowanych felg na biało i miał rację. Z białymi felgami do tego zestawu kolorystycznego wygląda zarąbiście.
Tu syn robił już niemal wszystko sam, ja tylko lakierowałem nadwozie sprayem. Wyszedł piękny model ładnego samochodu, jedyny problem to że naklejki były słabe i z niektórych felg zeszła ta czarna na środku. Część udało się znaleźć i przykleić na klej biurowy, ale inne zaginęły. Szkoda, bo bez nich trochę łyso.
Ten set bardzo polecam, dobre wypraski, szczegółowe wnętrze, model może być ozdobą kolekcji. Tylko ten drobny problem z naklejkami...
]]>
No i za którymś razem syn przyniósł zestaw amerykańskiego Revella - VW Beetle Convertible, 85-2579 w 1:25. Wychowawca wyciągnął to pudełko z magazynku i dał synowi do sklejenia. Bo nikt inny tam za to by się nie wziął. Znaczy ktoś już miał to w rękach, kilka części było niezbyt dobrze powycinanych albo złamanych, a chromowana kierownica połamana i niekompletna.
Zaczęliśmy więc od wyboru koloru - w instrukcji sugerowali pomarańczowe nadwozie z białym dachem i tapicerką. W sieci znaleźliśmy relację z budowy tego setu, ktoś zrobił go czarnego z czarnym i wyglądało świetnie. Więc ustaliliśmy, że będzie czarny.
Syn zabrał się do modelu z zapałem, ale wkrótce zraził się trochę - połamane części, to i owo było niespecjalnie spasowane, trzeba było kombinować. Więc do pewnego momentu robiliśmy razem (głównie on), a skończyłem go już tylko ja.
Wyszło tak sobie. Model ma otwieraną klapę bagażnika, ale ścianka między kabiną a silnikiem (która miała robić za zawias) nie dochodzi do nadwozia i zawieszenie klapy musiałem dorobić z kartonu. Lakier też nie idealny. Kierownicy musiałem dorobić krąg z drutu, tak w zasadzie to wyszła lepsza niż z tego zestawu.
Ale w sumie może być. Syn zaniósł go do Hortu, wszyscy byli pod wrażeniem, ale stwierdzili że tam model długo nie przetrwa, niech lepiej syn zabierze go do domu. Więc model stoi u syna w gablotce.
Zestaw polecam warunkowo. Co prawda było sporo problemów z dopasowaniem części, ale być może niektóre z nich spowodował ktoś, kto się niefachowo za zestaw zabrał. Forma mocno zużyta, zwłaszcza drobne części chromowane mają paskudne nadlewy i są bardzo niedokładne. Miejscami zestaw średnio zgadza się z rzeczywistością - na przykład podstawy lamp tylnych są w secie chromowane i instrukcja tak każe je zostawić, natomiast w sieci znalazłem wypowiedź byłego właściciela dokładnie takiego Garbusa z USA, który twierdził że nigdy takich chromowanych podstaw nigdy nie było. Znawcy mają wiele innych uwag do wyposażenia. Model można zrobić z dachem zamkniętym albo otwartym, klapa silnika jest otwierana, w komorze silnika jest sporo wyposażenia. Koła nie są skręcane.
Ale na półce model wygląda bardzo ładnie, a trudno o inny zestaw wersji cabrio, więc mimo wszystko można go zrobić.
]]>Przy tym modelu zrobiłem poważny błąd. W instrukcji kazali pomalować go na kolor czerwony mieszany z dwóch, w tym jeden matowy, a potem polakierować go bezbarwnym błyszczącym. Czerwony zmieszaliśmy z Aquacolorów, syn pomalował pędzlem, a ja kupiłem błyszczący bezbarwny w spraju i popryskałem. I się okazało, że ten spray rusza lakier poniżej i cały ten czerwony zrobił się spękany jak stary obraz olejny. Szlifowałem, malowałem kolejne warstwy, ale i tak trochę widać. Na szczęście na modelu jest dużo naklejek.
I ogólnie model nie był specjalny, nie podobał się nam, nawet pomijając ten problem z lakierem. Syn powiedział, że modelu wyścigówki Formuły 1 nie weźmie już, nawet jak będzie za darmo. Ja też nie chcę, mnie bawią normalne samochody (i to raczej stare) oraz rakiety.
A co do naszego problemu, to porada praktyczna: Prawdopodobnie nic by się nie stało, gdybym kładł bardzo cieniutkie warstwy i dał każdej wyschnąć przed położeniem następnej.
Zestawu nie polecam (chociaż to moja subiektywna opinia, ktoś inny może mieć inną). Dużo wysiłku wkłada się w zrobienie szczegółowego silnika, po czym nie widać go wcale. Nawet troszeczkę przez otwór. Instrukcja każe malować elementy zawieszenia na karbonowo (czarny mieszany ze złotym), a potem dokładnie i szczelnie okleić je naklejkami. Części pasują jako tako, ale dwóch kawałków nie przykleiliśmy wcale (bo trochę trzeba by było kombinować, częsci są spore i na widoku. ale i tak nikt poza fanatykami F1 nie zauważy że ich nie ma). Nie wszystkie naklejki pasowały jak trzeba.
]]>Syn był wtedy jeszcze zdecydowanie za mały na modelarstwo, ale od czego jest piwnica.
Jest to zestaw Revell 07376 Ferrari F-50 Barchetta w skali 1:24.
Przy tym modelu syn nie pomagał jeszcze za wiele, więc to prawie wyłącznie moje dzieło. Ładnie wyszło.
Zestaw był kompletny, ale w nadwoziu brakowało słupka zamykającego trójkąt szyby w drzwiach (złamał się i zaginął). Ale dorobiłem bez problemu.
Zestaw polecam. Model ma skręcane koła i dobrze widoczne po podniesieniu klapy silnik i zawieszenie tylne. Wygląda bardzo efektownie, nie było problemów z pasowaniem części.
Jeszcze oryginał w muzeum w Sinsheimie:
Ten model Chevroleta nosił oznaczenie fabryczne 409, czyli po hamerykańsku four-o-nine. Znacie taką piosenkę Beach Boysów? To właśnie o nim.
Przy tym modelu zrobiłem parę błędów. Po pierwsze chciałem polakierować go porządnie, najpierw podkład, potem lakier nawierzchniowy. Poszedłem do Conrada po podkład i był, szary. To kupiłem szary (nie wiedziałem jeszcze, że jest też biały) no i ten czerwony metalic nawierzchniowy położony na niego wyszedł blady. Na zdjęciach wygląda lepiej niż w rzeczywistości.
Drugim błędem była próba pomalowania chromowanych listew bocznych pędzlem, po oklejeniu reszty taśmą. Nie wyszło równo. Teraz robiłbym to inaczej.
I trzeci błąd z braku doświadczenia - przykleiłem chromowane zderzaki na klej Revell 39606 Contacta Liquid Special do przezroczystego i chromów, i wyszło że on bardzo długo schnie i długo jest jeszcze plastyczny. No i obwisły, i takie obwiśnięte zaschły do końca. Ale może źródło tego problemu leżało w tym, że kupiłem ten klej w sklepiku modelarskim w Szczecinie i pewnie był już stary.
Poprawiłem w modelu sprężyny w zawieszeniu - zwinąłem je z drutu zamiast używać te okropne części z zestawu. Bardzo zły ten model nie jest, może być. Ale mogło być lepiej.
Natomiast zestaw polecam (chociaż to raczej musztarda po obiedzie, bo chyba nie jest już produkowany). Model można zrobić w wersji oryginalnej i tuningowanej współcześnie (chromowane felgi, stuningowany silnik z elementami chromowanymi i filtrem powietrza wystającym ponad maskę, dodatkowe zegary w kabinie). Dobrze zrobiony jest silnik, ze skrzynią biegów, inne elementy pod maską i zawieszenie (oprócz sprężyn, które bardzo łatwo można radykalnie poprawić). Maskę można zrobić zamkniętą (chociaż szkoda, bo silnika nie widać) albo przykleić w pozycji otwartej (ja po prostu położyłem luzem). Zestaw jest dość trudny, ze względu na mnóstwo chromowanych w oryginale listew i ozdóbek, które trzeba pomalować na nadwoziu.
Parę minusików:
No i jeszcze uwaga generalna. Kiedyś robiło się modele "nówki", idealne, jak z fabryki. I takie też są na razie moje modele. Od pewnego czasu panuje jednak moda na robienie zużytych, brudnych, skorodowanych, a nawet zniszczonych. Szczególnie syn się do tego zapalił i te techniki ćwiczy. Więc może niedługo zrobię notki z takimi zużytymi.
]]>Przestałem się w bawić w modelarstwo gdzieś koło 1990, bo robienie prawdziwych rzeczy było o wiele bardziej atrakcyjne. Ale kiedyś przychodzi czas, żeby do robienia modeli wrócić. Zazwyczaj motywuje do tego dziecko.
Ja wróciłem już kilka lat temu. Kiedyś przy zakupach w WalMarcie (jak jeszcze w Niemczech był WalMart) zobaczyłem kosz z przecenionymi zestawami samochodów Hellera i zaproponowałem kilkuletniemu wtedy synowi żeby coś sobie wybrał. No i on pogrzebał i wybrał Subaru Impreza WRC '03 (80750) w skali 1:24.
Syn był oczywiście jeszcze za mały żeby robić samodzielnie, mógł tylko tą czy tamtą część pomalować, a poza tym się przyglądać. A ja musiałem znowu skompletować wyposażenie, kupić farby (tymczasem pojawiły się te emulsyjne - Revell Aquacolor - gdzie pędzel można myć wodą - świetna rzecz żeby wprowadzać dzieci bez dużego ryzyka), itd.
Subaru Impreza musi być oczywiście niebieskie metalic, do zestawu była dołączona farbka w naprawdę pięknym kolorze, ale może z półtora centymetra sześciennego jej. O wiele za mało. Nie orientowałem się co jest dostępne i w pierwszym rzucie kupiłem farbę w spraju która rozpuszczała polistyren - była do leksanowych nadwozi samochodów RC. Na szczęście sprawdziłem najpierw działanie tej farby na zbędnym kawałku tworzywa, więc nic nie zepsułem. Dopiero potem dotarłem do właściwych sprajów firmy Tamiya.
No i wyszło ładne i efektowne, jedyne co niezupełnie tak, to nieco przesadziłem w podkreślaniu szczelin wokół drzwi, maski i klapy bagażnika. Ale na pierwszy raz po ponad 20 latach to więcej niż OK.
A zestaw polecam. Model z dodatkowych atrakcji ma co prawda tylko skręcane koła, ale jest dobrze wykonany, wszystko pasuje, naklejki są bardzo dobrej jakości i pasują idealnie. A dołączona farbka w kolorze złotym jest o dwie klasy lepsza niż Revellowy Aquacolor w tym samym kolorze - ten od Revella nie nadaje się do niczego i zdecydowanie go odradzam.
]]>