Ten - TPz 1 Fuchs A4, Revell 03114 - ma 148 części (!), bardzo wiele szczegółów i cztery (z sześciu) skręcane koła połączone całym systemem dźwigienek.
Zrobienie żeby to działało to zegarmistrzowska robota, bez żadnej przesady. Na tyle trudne, że syn po kilkunastu próbach dał sobie spokój i skleił to wszystko po prostu z kołami, w pozycji skręconej - żeby fajnie wyglądało. Model ma również podnoszone opancerzenie szyby przedniej - syn na podstawie zdjęć z sieci dorobił pojazdowi wnętrze, i co nieco je widać.
Set bardzo polecam, nie jest drogi, a dużo zabawy i piękny model może z niego być. Już jest bardzo szczegółowy (najbardziej zawieszenie i układ jezdny) a jeszcze można sporo podpimpować (na przykład bez dużego trudu można by zrobić otwierane drzwi).
Jeszcze oryginał:
]]>Instrukcja proponuje malowanie wojskowe albo jaskrawo pomarańczowe malowanie jednostki ratownictwa. Zdecydowaliśmy się na ten pomarańcz, bo kolorowy, efektowny i oryginalny.
Model wygląda bardzo dobrze, chociaż w Niemczech ten kolor kojarzy się ze śmieciarką ![]()
Set polecam, bez zarzutu, dokładne wnętrze, można zrobić otwarte drzwi boczne. Chociaż jednak jeden problem jest - instrukcja nie mówi nic o włożeniu obciążenia do kadłuba, zresztą nie za bardzo jest na to miejsce - i skutek jest taki, że śmigłowiec nie stoi jak należy, tylko staje dęba.
]]>Ale i bez tego model jest ładny, a figurki dodatkowo go ożywiają. Niestety robiąc zdjęcie nie zwróciłem uwagi, że Richthofen się przewrócił. Powiedzmy że pijany.
Syn zaczął już wykorzystywać techniki opisane w książkach, tutaj widać jak ładnie wyszło mu drewno na śmigle. Ja tak nie umiem.
Jedno co synowi trochę się nie udało, to symetryczne przyklejenie podwozia - płaty w postawionym modelu nie są całkiem poziomo. Ale to nic. Tu zdjęcie zrobione przez syna, z trzeźwym Richthofenem.
A set polecam, ładny, szczegółowy i świetnie nadający się do poprawiania (czy jest jakieś polskie słowo na "Supern"?)
I jeszcze zdjęcie oryginału (chociaż w innym malowaniu) zrobione w Muzeum Luftwaffe Berlin-Gatow
]]>
Model w efektownym malowaniu, chociaż na mój gust to już raczej efekciarskim. Przesada po prostu.
Set dobry, wszystkie te żółto-czerwono-czarne paski to naklejki, trzeba trochę trochę z nimi narobić. Jeżeli ktoś lubi takie rzeczy to polecam, ale dla mojego zmysłu estetycznego to kicz.
]]>
Modele samolotów Revella generalnie nie są złe. Ale Phantom nie jest za piękny jako samolot - było o nim mnóstwo dowcipów w stylu że jest to "dowód, że nawet cegła przy wystarczającym ciągu może latać" albo "zwycięstwo ciągu nad aerodynamiką". A i specjalne malowanie reklamowane na pudełku uważam za okropne. Na szczęście proponowane było też malowanie "normalne" i tak też syn pomalował go. Też nie piękne - szaro-szaro-szare, ale chociaż nie obrzydliwe.
Set technicznie OK, ale czy model wychodzi ładny to kwestia gustu.
]]>
Znowu zaczęliśmy od wyboru koloru. Instrukcja proponowała ciemny zielony i Union Jack na dachu, ale stwierdziliśmy że najładniejsze są czerwone z białym dachem. Syn zażyczył sobie pomalowania chromowanych felg na biało i miał rację. Z białymi felgami do tego zestawu kolorystycznego wygląda zarąbiście.
Tu syn robił już niemal wszystko sam, ja tylko lakierowałem nadwozie sprayem. Wyszedł piękny model ładnego samochodu, jedyny problem to że naklejki były słabe i z niektórych felg zeszła ta czarna na środku. Część udało się znaleźć i przykleić na klej biurowy, ale inne zaginęły. Szkoda, bo bez nich trochę łyso.
Ten set bardzo polecam, dobre wypraski, szczegółowe wnętrze, model może być ozdobą kolekcji. Tylko ten drobny problem z naklejkami...
]]>W tym modelu tylko jedno jest wyraźnie nie tak, jak powinno - przy przyklejaniu przezroczystej osłony kabiny została w jednym miejscu szczelina. Nie wiem dlaczego, przy przymierzaniu było OK, ale tak już zostało. A, i jeszcze jedna naklejka mi się przekrzywiła.
Zestaw mogę polecić. Ma on dość szczegółowo zrobiony silnik (chociaż te szczegóły widać słabo, tylko przez niewielkie otwory w kadłubie) i ruchome zawieszenie działka z przodu. Instrukcja proponuje dwa efektowne malowania - jedno to ten Sand Shark, drugie izraelskie, ze smokiem. Oprócz tego są naklejki z mnóstwem drobnych napisów jakie umieszcza w różnych miejscach producent (w oryginale Sand Sharka praktycznie wszystkie są zamalowane) - do wersji generic, według uznania. Części pasują dobrze, jedynie niektóre naklejki trzeba było troszeczkę naciągać - zwłaszcza zęby rekina muszą pasować wokół różnych części, a nie pasują idealnie. Mam też wrażenie, że kolor całości (mieszany według instrukcji) nie wyszedł najlepiej, w porównaniu ze znalezionymi w sieci zdjęciami oryginału jest wyraźnie zbyt żółty. Pierwsze zdjęcie trochę kłamie - wygląda na bliższe oryginałowi niż jest naprawdę.
]]>Przy tym modelu zrobiłem poważny błąd. W instrukcji kazali pomalować go na kolor czerwony mieszany z dwóch, w tym jeden matowy, a potem polakierować go bezbarwnym błyszczącym. Czerwony zmieszaliśmy z Aquacolorów, syn pomalował pędzlem, a ja kupiłem błyszczący bezbarwny w spraju i popryskałem. I się okazało, że ten spray rusza lakier poniżej i cały ten czerwony zrobił się spękany jak stary obraz olejny. Szlifowałem, malowałem kolejne warstwy, ale i tak trochę widać. Na szczęście na modelu jest dużo naklejek.
I ogólnie model nie był specjalny, nie podobał się nam, nawet pomijając ten problem z lakierem. Syn powiedział, że modelu wyścigówki Formuły 1 nie weźmie już, nawet jak będzie za darmo. Ja też nie chcę, mnie bawią normalne samochody (i to raczej stare) oraz rakiety.
A co do naszego problemu, to porada praktyczna: Prawdopodobnie nic by się nie stało, gdybym kładł bardzo cieniutkie warstwy i dał każdej wyschnąć przed położeniem następnej.
Zestawu nie polecam (chociaż to moja subiektywna opinia, ktoś inny może mieć inną). Dużo wysiłku wkłada się w zrobienie szczegółowego silnika, po czym nie widać go wcale. Nawet troszeczkę przez otwór. Instrukcja każe malować elementy zawieszenia na karbonowo (czarny mieszany ze złotym), a potem dokładnie i szczelnie okleić je naklejkami. Części pasują jako tako, ale dwóch kawałków nie przykleiliśmy wcale (bo trochę trzeba by było kombinować, częsci są spore i na widoku. ale i tak nikt poza fanatykami F1 nie zauważy że ich nie ma). Nie wszystkie naklejki pasowały jak trzeba.
]]>Syn był wtedy jeszcze zdecydowanie za mały na modelarstwo, ale od czego jest piwnica.
Jest to zestaw Revell 07376 Ferrari F-50 Barchetta w skali 1:24.
Przy tym modelu syn nie pomagał jeszcze za wiele, więc to prawie wyłącznie moje dzieło. Ładnie wyszło.
Zestaw był kompletny, ale w nadwoziu brakowało słupka zamykającego trójkąt szyby w drzwiach (złamał się i zaginął). Ale dorobiłem bez problemu.
Zestaw polecam. Model ma skręcane koła i dobrze widoczne po podniesieniu klapy silnik i zawieszenie tylne. Wygląda bardzo efektownie, nie było problemów z pasowaniem części.
Jeszcze oryginał w muzeum w Sinsheimie: